Unia karze AliExpress za podróbki - a ja i tak dalej zamawiam. Dlaczego kara nic nie zmienia
Bruksela nałożyła wielomilionową karę na AliExpress za dystrybucję nielegalnych produktów. Sprawdzam, czemu takie decyzje nie zniechęcają milionów Polaków do klikania koszyka.
Unia Europejska nałożyła wielomilionową karę na AliExpress za dystrybucję przedmiotów niezgodnych z przepisami - czyli mówiąc wprost, podróbek. Platforma zapowiada, że będzie walczyć o pozytywne zakończenie sprawy. A ja obstawiam, że w polskich koszykach nic się nie zmieni.
Dziwi mnie, jak łatwo przechodzimy nad tym do porządku dziennego. AliExpress dziś jest gorącym tematem w polskim Google - obok narodowego funduszu zdrowia i lipcowej demonstracji. Nie dlatego, że ktoś się oburza. Raczej dlatego, że wszyscy tam zamawiamy.

Kara to koszt, nie kara
Dla giganta takiej skali grzywna liczona w milionach to pozycja w tabelce ryzyka, a nie realny cios. Tańsza niż zbudowanie uczciwego systemu weryfikacji sprzedawców. Płaci się i handluje dalej.
Uważam, że prawdziwa odpowiedzialność jest po naszej stronie. To my klikamy kabel USB za trzy złote, ładowarkę bez certyfikatu, słuchawki udające markowe. Wiemy, co kupujemy - i właśnie dlatego kupujemy.
Bruksela może nakładać kolejne grzywny. Ale dopóki podróbka kosztuje ułamek oryginału, a przesyłka przychodzi w tydzień, żaden urzędnik nie wygra z naszym własnym koszykiem.


