Tajwan uderza w przemyt chipów Nvidii - 9 podejrzanych, 12 przeszukań, dziura w prawie wielka jak centrum danych
Prokuratura z Keelung rozszerzyła śledztwo w sprawie przemytu chipów Nvidii - 9 podejrzanych, naloty na 12 lokalizacji i dziura prawna, która kosztuje miliardy.
50 serwerów z chipami Nvidii, sfałszowane dokumenty i trasa przemytu przez Japonię prosto do Chin. Brzmi jak scenariusz thrillera technologicznego, ale to rzeczywistość, którą tajwańska prokuratura próbuje rozgryźć od maja tego roku. 30 czerwca śledztwo weszło w nową fazę - naloty na 12 lokalizacji, liczba podejrzanych wzrosła z 3 do 9, a akcje trzech firm poleciały w dół szybciej niż chipy przez japońskie porty.
W centrum sprawy stoi pytanie, które powinno spędzać sen z powiek każdemu w Waszyngtonie: jak to możliwe, że Tajwan - kluczowy sojusznik USA i serce globalnej produkcji półprzewodników - nie traktuje eksportu chipów AI do Chin jako przestępstwa? Odpowiedź jest tak samo prosta, jak niewygodna: bo nikt nie zamknął tej luki przez ostatnią dekadę.

Naloty, przeszukania i rosnąca lista podejrzanych
Prokuratura z Keelung postawiła pod ścianą dziewięć osób - trzy razy więcej niż na początku śledztwa w maju. Według naczelnego prokuratora Huang Shenga wszyscy są oskarżeni o fałszowanie dokumentów w celu wysyłki około 50 serwerów Super Micro wyposażonych w chipy Nvidii do Chin.
Naloty z 30 czerwca objęły dwanaście lokalizacji - domy sześciu osób oraz biura firm, w których pracowały. Na liście znalazły się notowana na NASDAQ firma Super Micro Computer oraz tajwańskie spółki Albatron Technology i Chief Telecom.
Sprawa ma bezpośredni związek z szerszym schematem wycenionym przez prokuratorów USA na około 2,5 miliarda dolarów. Departament Sprawiedliwości USA postawił w marcu zarzuty współzałożycielowi Super Micro Wallyemu Liawowi i dwóm innym osobom za spisek mający na celu przekierowanie serwerów z chipami Nvidii do Chin przez fasadową firmę w Azji Południowo-Wschodniej. Liaw nie przyznaje się do winy - rozprawa zaplanowana jest na listopad.
Śledczy wykryli, że trzej pierwotni podejrzani zdołali wysłać co najmniej jedną paczkę serwerów przez Japonię, zanim trafiły na kontynent. Około 50 kolejnych serwerów zostało zatrzymanych przez tajwańskie władze przed opuszczeniem wyspy.
Luka prawna stara jak chipy Intela
Tajwan nie traktuje obecnie eksportu chipów AI do Chin jako przestępstwa. Prokuratorzy zamiast tego ścigają podejrzanych na podstawie innych obowiązujących przepisów - takich jak fałszowanie dokumentów. To tak, jakby ścigać przemytnika broni za jazdę bez biletu.
Poseł Chung Chia-pin z Demokratycznej Partii Progresywnej prezydenta Lai Ching-te planuje zgłosić poprawkę do ustawy o handlu zagranicznym, która wprowadzi „klauzulę chipów półprzewodnikowych dla Chin” i sprawi, że eksport stanie się nielegalny. Chung przyznał AFP, że luka prawna powstała jeszcze za poprzedniego prezydenta Ma Ying-jeou z partii Kuomintang, a kolejne rządy DPP nie zdołały jej zamknąć.
Chris McGuire z Council on Foreign Relations, były pracownik Rady Bezpieczeństwa Narodowego za czasów Bidena, nie owijał w bawełnę. „It’s really, really important that allies align with the US on all of these policies and also legal authorities” - powiedział na forum w Tajpej. Czyli po polsku: wasza dziura to nasz problem.
Uwaga ⚠️
Tajwańska prokuratura może ścigać podejrzanych tylko za fałszowanie dokumentów i naruszenie zaufania - nie za sam eksport chipów do Chin. Dopóki ustawa się nie zmieni, każdy nowy wyrok będzie atakiem na symptom, nie na przyczynę.
Jensen Huang też się odezwał
Prezes Nvidii Jensen Huang odniósł się do problemu przemytu na zgromadzeniu akcjonariuszy, ostrzegając, że centra danych zbudowane z przekierowanych chipów są ślepą uliczką, bo firma nie zapewni im wsparcia technicznego ani napraw. Mocny ruch - Nvidia próbuje odciąć rynek wtórny od serwisu, zanim stanie się zbyt wygodny dla chińskich operatorów.
Naloty z 30 czerwca sygnalizują, że Tajwan jest coraz bardziej skłonny egzekwować ten przekaz od swojej strony, rozszerzając śledztwo poza pierwotnych podejrzanych na firmy obsługujące sprzęt. Super Micro, Albatron i Chief Telecom zadeklarowały współpracę z prokuraturą, zapewniając jednocześnie o braku wpływu na bieżącą działalność. Rynki nie były tak spokojne - akcje Albatron Technology runęły o 10 procent na giełdzie w Tajpej, a Super Micro straciło 8 procent w obrocie na rynku amerykańskim.
Kto zapłaci za tę lukę
Tajwański wiceminister gospodarki Ho Chin-tsang powiedział, że oba kraje „będą pracować nad realizacją wspólnych celów w zakresie kontroli eksportu” - ale bez konkretów. To zdanie można przetłumaczyć na: rozmawiamy, ale nic nie podpisaliśmy.
Tymczasem Chiny nie czekają. W odpowiedzi na amerykańskie ograniczenia eksportowe Pekin intensywnie inwestuje we własne projekty chipów AI, chcąc uniezależnić się od zachodniego sprzętu. Każdy przemycony serwer z chipami Nvidii to dla chińskich inżynierów dodatkowe miesiące na odrobienie zaległości - dosłownie kupiony czas na testy porównawcze.
Sprawa Super Micro to nie tylko historia o przemycie. To dowód na to, że globalna architektura kontroli eksportu działa tylko tak dobrze, jak jej najsłabsze ogniwo. A najsłabszym ogniwem okazał się Tajwan - kraj, który produkuje większość zaawansowanych chipów świata, ale do tej pory nie miał prawa zabraniającego ich sprzedaży wrogowi sojusznika. Zmiana ustawy jest teraz politycznie nieuchronna. Pytanie, ile serwerów zdąży opuścić wyspę, zanim to nastąpi.


