Przestałem googlować przed zakupem - teraz pyta za mnie chatbot i to mnie niepokoi
Pozycja w Google przestała mieć znaczenie. Nową wyrocznią zakupową staje się AI - a to zmienia reguły gry bardziej, niż myślisz.
Jeszcze rok temu przed każdym większym zakupem otwierałem dziesięć kart w przeglądarce. Dziś coraz częściej wpisuję jedno pytanie do chatbota i czytam gotową rekomendację. I właśnie to zaczyna mnie niepokoić.
Zmiana jest banalnie prosta: model językowy podaje mi konkretny produkt, a nie listę linków do przeklikania. Wygodne? Bardzo. Ale ktoś tę wygodę projektuje - i nie zawsze widzę, kto.

Stare powiedzenie mówiło, że jeśli czegoś nie ma w Google, to nie istnieje. Teraz stawka jest inna: jeśli AI cię nie poleci, przestajesz istnieć dla klienta. Cała branża SEO od lat walczyła o pierwszą stronę wyników. Teraz walka przenosi się o to, by trafić do odpowiedzi generowanej przez agenta.
Kto pilnuje wyroczni
Problem w tym, że wyszukiwarka pokazywała mi dziesięć opcji i sam wybierałem. Chatbot daje jedną - i muszę mu zaufać. Nie wiem, czy rekomendacja wynika z jakości produktu, czy z tego, jak dobrze ktoś zoptymalizował treść pod model.
Nie chcę wracać do dziesięciu kart. Ale chcę wiedzieć, dlaczego akurat ten produkt wygrał. Bo między wygodą a manipulacją bywa cienka granica - i właśnie ją zaczynamy przekraczać, nie zauważając kiedy.


