Perplexity wyłącza wyszukiwanie w czasie rzeczywistym. Pozew CNN i presja wydawców robią swoje
CNN pozwało Perplexity za ponad 17 tysięcy skradzionych materiałów. Startup wyłączył wyszukiwanie na żywo. Walka o rynek wyszukiwania AI wchodzi w nową fazę.
Przez ostatnie dwa lata Perplexity budowało reputację najszybszego silnika odpowiedzi w sieci. Model był prosty: użytkownik zadaje pytanie, bot przeszukuje internet, syntetyzuje wyniki z dziesiątek źródeł i podaje gotową odpowiedź z odnośnikami. Bez reklam, bez spamu SEO, bez klikania w dziesięć zakładek. Brzmiało pięknie - dopóki wydawcy nie policzyli, ile z tego dostają. Odpowiedź brzmiała: nic.
Teraz Perplexity mierzy się z konsekwencjami. CNN złożyło pozew w sądzie federalnym w Nowym Jorku, zarzucając firmie bezprawne kopiowanie i dystrybucję materiałów stacji. Skarga liczy 54 strony i dotyczy ponad 17 tysięcy materiałów - artykułów, zdjęć i nagrań. Zaraz po złożeniu pozwu Perplexity tymczasowo wyłączyło funkcję wyszukiwania w czasie rzeczywistym. Zbieg okoliczności? Raczej nie.

CNN kontra Perplexity: nie o fakty, lecz o biznes
Rzecznik CNN powiedział wprost: „Perplexity, spółka wyceniana na dziesiątki miliardów dolarów, nie powinna móc kraść od podmiotów tworzących oryginalne treści”. Stacja podkreśliła, że próbowała w zeszłym roku wynegocjować z firmą umowę licencyjną. Rozmowy nie doszły do skutku, ale Perplexity miało mimo to nadal sięgać po materiały i oznaczenia CNN. Co więcej, według pozwu Perplexity sugerowało użytkownikom, że CNN wchodzi w skład pakietu subskrypcyjnego „Comet Plus” - współpracy, która nigdy nie istniała. Jeśli to prawda, to nie jest już tylko spór o prawa autorskie, ale o fałszywe przedstawianie partnerstwa.
Odpowiedź Perplexity jest klasyczna dla firm technologicznych przypartych do muru. Jesse Dwyer, dyrektor do spraw komunikacji, stwierdził krótko: „Nie da się objąć prawem autorskim faktów”. Firma od dawna argumentuje, że synteza informacji z wielu źródeł to nie plagiat, a nowa forma dostępu do wiedzy. Problem w tym, że sądy niekoniecznie podzielają ten pogląd - a kolejka do drzwi sali sądowej robi się coraz dłuższa. Przed CNN podobne kroki prawne podjęły News Corp, „The New York Times”, „Chicago Tribune”, Encyclopedia Britannica oraz japońska grupa Yomiuri Shimbun, jak podaje wirtualnemedia.pl.

PerplexityBot i zasada: ignoruj robots.txt
Sprawa CNN odsłania szerszy problem techniczny, który branża omijała wzrokiem. Perplexity przyznało, że jego robot indeksujący - PerplexityBot - „generalnie ignoruje” reguły robots.txt, czyli standardowy mechanizm, którym strony internetowe sygnalizują botom, jakich treści nie wolno indeksować. To nie jest drobny błąd konfiguracyjny. To świadoma decyzja architektoniczna, która przez lata pozwalała firmie na masowe pozyskiwanie treści bez zgody ich twórców. Paradoks polega na tym, że Perplexity chwali się transparentnością - cytuje źródła, pokazuje linki - ale jednocześnie do tych źródeł dociera metodami, które właściciele treści wprost zakazali.
Uwaga ⚠️
Jeśli prowadzisz serwis informacyjny i nie sprawdziłeś jeszcze swojego robots.txt pod kątem PerplexityBota - zrób to teraz. Blokada jest możliwa, choć firma historycznie nie zawsze ją respektowała.
Skutki dla tradycyjnych mediów są mierzalne. Dane Similarweb pokazują, że Business Insider stracił ponad 50 procent miesięcznego ruchu organicznego od kwietnia 2022 roku. „Wall Street Journal” odnotował spadek odwiedzin z wyszukiwania organicznego z 29 do 24 procent w ciągu trzech lat. Wydawca Business Insidera musiał zmniejszyć zatrudnienie o 21 procent. Sztuczna inteligencja nie kradnie tylko treści - zabiera ruch, a ruch to pieniądze, jak opisuje rp.pl.
A jeszcze w marcu było tak pięknie
Złośliwość losu polega na tym, że 27 marca 2026 roku Perplexity ogłosiło rozszerzenie Pro Search o dane w czasie rzeczywistym - giełda, pogoda, media społecznościowe - z opóźnieniem poniżej 2 sekund. Firma twierdziła, że Pro Search jest trzy razy szybszy od ChatGPT o3 przy zapytaniach wymagających aktualnych danych. Dla analityków i inwestorów to była mocna propozycja: dostęp do informacji zbliżony do Bloomberg Terminal za 2000 dolarów miesięcznie, ale za 20 dolarów. Kilka tygodni później ta sama funkcja jest tymczasowo wyłączona pod presją prawną.
To pokazuje, jak kruchy był cały model. Perplexity Deep Research od lutego 2026 roku działa na Claude Opus 4.6 od Anthropic, co znacząco poprawiło jakość raportów wymagających złożonego rozumowania. Infrastruktura modelowa jest solidna. Problem leży nie w jakości sztucznej inteligencji, lecz w tym, skąd ta sztuczna inteligencja bierze surowy materiał do pracy.
OpenAI patrzy z boku i uczy się na cudzych błędach
Równoległą historią jest rozwój Search GPT od OpenAI. Firma podchodzi do tematu ostrożniej - wyszukiwanie w ChatGPT to funkcja dodatkowa, nie dominujący tryb działania. Dane z marca 2026 roku (SparkToro/Datos) pokazują, że tylko około 31 procent promptów w ChatGPT faktycznie wywołuje wyszukiwanie w sieci. ChatGPT domyślnie odpowiada z danych treningowych i sięga do internetu tylko wtedy, gdy kontekst tego wymaga. To fundamentalnie różne podejście - jak trafnie ujął to forum-ai.pl: „ChatGPT Search to odpowiedź OpenAI na Perplexity - ale wbudowana w narzędzie, którego podstawowym zadaniem jest tworzenie, nie wyszukiwanie. To ważna różnica architektoniczna.”
OpenAI negocjuje umowy z wydawcami, zanim stanie przed sądem - nie po. To lekcja, którą Perplexity płaci teraz z własnej kieszeni. Część mediów wybrała model partnerski z Perplexity: Gannett, TIME, „Le Monde” i „Der Spiegel” podpisały porozumienia. CNN próbowało iść tą drogą - i skończyło z pozwem, bo rozmowy się nie udały.
Kto na tym zyska, kto straci
Wyłączenie wyszukiwania w czasie rzeczywistym to sygnał, że era modelu „kopiuj i streszczaj bez pytania” dobiega końca. Zbliża się faza, w której każdy gracz sztucznej inteligencji wyszukiwania będzie musiał negocjować dostęp do treści - tak jak serwisy streamingowe negocjują licencje na filmy. Google ma tu ogromną przewagę: lata relacji z wydawcami, system reklamowy i własny indeks. Perplexity musi teraz wybrać między agresywnym wzrostem a legalnością działania. Na razie wybrało krok w tył.
Użytkownicy, którzy płacą 20 dolarów miesięcznie za Pro Search właśnie po to, żeby mieć dane z rynków akcji w czasie rzeczywistym, dostają teraz okrojoną wersję produktu. To niedobra wiadomość dla firmy, która swoją narrację budowała na przewadze szybkości i aktualności. Jeśli Perplexity nie rozwiąże kwestii prawnych i nie podpisze umów z głównymi wydawcami, OpenAI i Google będą miały czas, żeby ją dogonić - i tym razem z czystymi rękami.



💬 What do you think? Share your thoughts in the comments below.