NASA testuje ERNEST - łazik z AI, który jedzie tam, gdzie Perseverance ugrzęźnie
NASA JPL testuje łazik ERNEST: 26 km po pustyni, jazda w nocy i 10x szybciej niż Perseverance. Przyszłość eksploracji Księżyca i Marsa wygląda tak.
Perseverance potrzebował ponad pięciu lat, żeby pokonać dystans maratonu na Marsie. ERNEST przejechał 26 kilometrów po Pustyni Kolorado w ciągu siedmiu dni - i to głównie samodzielnie, w nocy, bez joysticka w ręku inżyniera. NASA właśnie pokazała, jak będzie wyglądać eksploracja planet w następnej dekadzie.
JPL opublikowało wyniki testów polowych z marca 2026 roku dopiero teraz, ale warto było czekać. Na odludnym odcinku Pustyni Kolorado w Kalifornii Południowej kompaktowy czterokołowy łazik o nazwie ERNEST (Exploration Rover for Navigating Extreme Sloped Terrain) przejechał około 26 kilometrów przy minimalnej ingerencji towarzyszącego mu zespołu inżynierów. Nie ma tu marketingowej przesady - to po prostu twarda liczba z oficjalnego raportu NASA.
Koła jak kraby, zawieszenie jak nic przed nim
ERNEST to nie jest kolejny sześciokołowy kolos w stylu Curiosity. Łazik mierzy 1,2 metra długości i osiągał prędkości do 1 km/h. Brzmi skromnie, dopóki nie zestawisz tego z konkurencją. W trakcie testów ERNEST jechał przez 37 godzin w ciągu siedmiu dni, osiągając prędkość o rząd wielkości wyższą niż maksymalna prędkość, przy której mogą poruszać się Perseverance i Curiosity.

Kluczem jest nowe zawieszenie. Aktywne zawieszenie pozwala łazikowi samodzielnie rozdzielać ciężar między koła. Dwa napędzane przeguby z przodu poruszają przegubem, co pozwala łazikowi jeździć różnymi chodami - od ruchu wijącego się, przez stąpanie kołami, po wspinanie się na przeszkody. Mechanizm sprzęgła umożliwia przełączanie między trybem aktywnym a pasywnym, mniej sprawnym w terenie, ale oszczędniejszym energetycznie. Cztery skrętne koła umożliwiają jazdę w dowolnym kierunku, w tym na boki. To ostatni szczegół, który robi wrażenie na kimkolwiek, kto widział, jak Perseverance manewruje w skałach przez kilka godzin.
ERNEST może unieść każde ze swoich siatkowych kół ponad przeszkodę, która zatrzymałaby Curiosity i Perseverance. Mówiąc wprost: tam, gdzie obecne łaziki utykają i wysyłają w kosmos komunikat „error”, ERNEST po prostu przejeżdża.
Sztuczna inteligencja trenowana w wirtualnym świecie
Żeby łazik mógł jeździć samodzielnie, musi najpierw „wiedzieć”, jak jeździć. JPL postawiło na uczenie przez wzmacnianie. Zespół ERNEST zastosował uczenie ze wzmocnieniem - rodzaj sztucznej inteligencji, w którym robot uczy się przez interakcję z otoczeniem. Laboratorium Dynamics and w czasie rzeczywistym Simulation w JPL opracowało wierne wirtualne środowisko testowe odtwarzające zachowanie łazika. Zasilono je danymi zebranymi przez inżynierów dokumentujących reakcje prawdziwego sprzętu na różne rodzaje terenu. Na klastrze obliczeniowym dużej mocy uruchamiano wiele symulacji jednocześnie, niekiedy wykonując tysiące godzin testów w ciągu jednego weekendu.
Dopiero po miesiącach wirtualnego treningu ERNEST trafił na tor przeszkód w Mars Yard w JPL, a potem - na pustynię. Łazik był testowany nawet w całkowitej ciemności, sprawdzając, jak dobrze radzi sobie o zmierzchu i świcie na Księżycu, gdy cienie są długie. To szczegół istotny: regiony polarne Księżyca, gdzie mogą znajdować się złoża lodu, mają oświetlenie przez dużą część roku zbliżone właśnie do takich warunków.
Uwaga ⚠️
ERNEST to wciąż prototyp - nie ma daty startu misji ani konkretnego pojazdu do wystrzelenia. To platforma testowa, na której NASA uczy się, jak budować łaziki następnej generacji.
Od wewnętrznych funduszy JPL do programu NASA
Prace nad ERNEST rozpoczęły się w 2022 roku ze wsparcia wewnętrznych funduszy badawczych JPL. Projekt jest obecnie finansowany przez NASA Mars Exploration Program oraz Exploration Science Strategy Integration Office w ramach Science Mission Directorate. To pokazuje ścieżkę: mały projekt wewnętrzny, który wystarczająco dobrze zadziałał, żeby NASA włożyła w niego prawdziwe pieniądze.
Hari Nayar, główny technolog JPL kierujący zespołem ERNEST, jasno wskazuje punkt wyjścia: „Zaczęliśmy od założenia, że możemy zrobić lepszy system poruszania się po powierzchni planety. Choć rocker-bogie sprawdza się od ponad 30 lat, przez ten czas powstało wiele badań nad mobilnością i rozumieniem interakcji z terenem.”
Issa Nesnas, główny technolog JPL odpowiedzialny za autonomię w misji księżycowej, dodaje: „Testy pomagają nam udoskonalić sprzęt do jazdy i oprogramowanie autonomii do poruszania się na ekstremalnych dystansach w różnych typach terenu i warunkach oświetleniowych spodziewanych na Księżycu.”
Protip ✅
Aktywne zawieszenie ERNEST ma tryb pasywny - mniej sprawny terenowo, ale oszczędniejszy energetycznie. W przyszłych misjach łazik sam będzie decydował, kiedy go włączyć, żeby nie rozładować baterii przed dotarciem do celu.
Księżycowy road trip - dosłownie
Zespół Nesnasa używa ERNEST, żeby zademonstrować, że możliwe jest zbudowanie łazika dwa razy większego niż prototyp, zdolnego do długodystansowej misji księżycowej. Docelowy pojazd miałby dotrzeć do regionów polarnych Księżyca - miejsc, w których lód wodny w wiecznym cieniu krateru czeka na eksplorację od miliardów lat.
James Keane, planetolog JPL pracujący nad misjami księżycowymi, podsumował to najlepiej: „Możesz odbyć naukową wycieczkę przez Księżyc - albo Marsa - tym pojazdem.” Brzmi jak slogan, ale za tym sloganem stoi konkretna liczba: 26 kilometrów pokonanych przez pustynię, w nocy, bez człowieka przy sterownicy.
Postępy w zakresie mobilności i autonomii mogą zostać wdrożone w przyszłych misjach, które dotrą do wcześniej niedostępnych obszarów Czerwonej Planety lub Księżyca. Tyle wynika z testów. Reszta zależy od tego, czy NASA znajdzie budżet i harmonogram na następny krok - bo sam ERNEST już udowodnił, że technicznie to ma ręce i nogi. Dosłownie cztery.


